Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

W najnowszej historii Polski nie było takiej sytuacji: jednocześnie borykamy się z groźną pandemią, z ogromnymi protestami społecznymi wielu grup i z zapaścią gospodarczą. Wszystkie prognozy dotyczące PKB są w obliczu drugiej fali COVID-19 nieaktualne.

Złoty traci na wartości z dnia na dzień i już poziom notowań osiągnął marcowe dno. Nie jest więc absurdalne pytanie: czy naszą gospodarkę będziemy musieli odbudowywać od podstaw? A jeśli już, to czy nie byłoby wskazane odbudowywać ją na nowych zasadach?

Prawda jest taka, że na drugą tarczę antykryzysową w skali tej, którą udało się wprowadzić wiosną, pieniędzy nie ma. I nie będzie. Natomiast drugi pełny lockdown, mimo niedawnych zapewnień polityków obozu rządzącego, staje się w pełni realny. Masowe manifestacje w Warszawie i całym kraju, Zaduszki mimo zamkniętych cmentarzy, Marsz Niepodległości w Warszawie – to wszystko bez wątpienia przyczyni się do skoku zachorowań.

Polska służba zdrowia jest od wielu, wielu lat, oględnie mówiąc, w nienajlepszej sytuacji. Skoro z drugą falą epidemii nie radzą sobie służby zdrowia bogatszych państw, to wiadomo, że należy być przygotowanym na najgorszy scenariusz. Im mniej wolnych łóżek, im mniej respiratorów, tym dotkliwsze będą obostrzenia. Niewykluczone, że nawet ostrzejsze, niż w marcu i kwietniu tego roku.

Gdyby jeszcze można było mieć nadzieję, że za dwa-trzy miesiące wszystko wróci do normy. Niestety, sytuacja jest nieprzewidywalna, zaś o wynalezieniu szczepionki na koronawirusa dużo się mówi, ale kiedy zostanie zatwierdzona i masowo wprowadzona – nie wiadomo. Przedsiębiorcy – ba, wszyscy zatrudnieni – mają podstawy do obaw. Gospodarka musi się przygotować na dłuższe funkcjonowanie w stanie skrajnej niepewności.

Nawet, gdybyśmy mieli potężne zasoby finansowe, to kolejne wersje tarcz będą tylko doraźną pomocą. Czas na głębokie, systemowe zmiany, przede wszystkim w myśleniu o gospodarce i relacjach państwa z przedsiębiorcami. Niestety, na razie nie ma powodów do optymizmu.

Bo w trakcie szalejącej pandemii przyjmowane są regulacje niezwykle krytycznie przyjęte przez biznes – na przykład zmiany w opodatkowaniu spółek komandytowych tudzież „piątka dla zwierząt”. A za kilka tygodni wejdzie w życie opłata cukrowa, która i mocno obciąży kieszeń konsumentów, i postawi w trudnej sytuacji wielu producentów.

W perspektywie kolejne obciążenia, związane z wprowadzeniem wymaganego przez unię systemu depozytowego dla opakowań plastikowych i szklanych. Innym, mało optymistycznym dla biznesu czynnikiem jest obowiązująca w obozie władzy doktryna, zgodnie z którą motorem rozwoju gospodarczego są wielkie koncerny kontrolowane przez Skarb Państwa, które należy łączyć w jeszcze większe grupy-molochy.

W nawet najgorszej sytuacji trzeba starać się dostrzec promyk nadziei. Stefan Starzyński we wrześniu 1939 pocieszał współpracowników, że „Warszawę dwa razy taką piękną odbudujemy”. Trzeba więc myśleć o tym, jak naszą gospodarkę odbudować dwa razy silniejszą. Prawdziwie wolnorynkową, dającą szansę na rozwój małym i średniakom. Gospodarkę, która rozwija się również dzięki dialogowi biznesu z decydentami. A przede wszystkim taką, której oszczędza się wstrząsów wynikających z częstej zmiany przepisów, z zaskakiwania nagłymi decyzjami. Trzeba już nie tylko o tym myśleć, ale zacząć działać!

{crossposting}

Czytaj więcej

Morawiecki: Grupa Wyszehradzka na trwale wpisała się w architekturę europejskiego bezpieczeństwa

Grupa Wyszehradzka jest bardzo ważnym i efektywnym formatem współpracy regionalnej. Premier Mateusz Morawiecki uczestniczył w szczycie państw V4 - Polski, Czech, Węgier i Słowacji - w Koszycach.

Więcej…

Gdański kongres sukcesu

Jest nas 60 milionów – rozsianych po wszystkich kontynentach. Ludzi, którzy czują się Polakami, przyznają do polskich korzeni, swoją polskość kultywują.

Więcej…

Rozgrywka opozycji z NBP: gra toczy się o polską suwerenność

Jeśli to, co widzimy już teraz, jest zapowiedzią przebiegu przyszłorocznej kampanii wyborczej, to należy bić na alarm. Okazuje się, że dla opozycji w sytuacji, gdy nad naszym krajem i całą Europą zbierają się poważne zagrożenia gospodarcze i geopolityczne - najważniejsze jest rozhuśtanie nastrojów.

Takie kluczowe dla państwa i obywateli dziedziny, jak finanse czy bezpieczeństwo narodowe, dla obozu Donalda Tuska nie są obszarem porozumienia, a frontem walki o władzę. Pokazują to bezpardonowe ataki, wymierzone w bank centralny.

Nie łudźmy się: Tuskowi i jego akolitom nie chodzi o osobę prezesa NBP, prof. Adama Glapińskiego. Jest on politycznie wygodnym obiektem szczucia.

Najpierw, jesienią ubiegłego roku, nie podnosił stóp procentowych, chociaż opozycja wręcz tego żądała - licząc, że kredytobiorcy zaczną się buntować. Kiedy podwyżki stóp stały się koniecznością, na odwrót - winiono za nie prezesa Glapińskiego.

A zatem: i tak – źle, i tak - niedobrze, bo pod prąd podszeptom opozycji i niekoniecznie po myśli kół związanych z sektorem bankowym.

Ba, ze słów opozycyjnych polityków wynika, że Polska, granicząca z walczącą Ukrainą, jest chyba jedynym państwem w Europie, na gospodarkę którego wojna nie ma wpływu. Trudno było usłyszeć cokolwiek o odpowiedzialności Putina za destabilizację gospodarki, za przerwanie łańcuchów dostaw, za problemy z surowcami energetycznymi.

Nie - w przekazie prostym jak cep jedynym winnym jest zawsze rząd PiS. Który uprawia „rozdawnictwo” - tak, jakby beneficjenci świadczeń socjalnych w ogóle nie pracowali i nie odprowadzali żadnych podatków. Owszem, oni akurat skrupulatnie się rozliczają, nie rejestrują spółek na Cyprze, nie są rezydentami rajów podatkowych.

Cokolwiek zrobiłby profesor Glapiński, opozycja uzna to skandal. Niskie stopy procentowe są szkodliwe, wysokie też złe. Jeśli zgadza się z decyzjami rządu - to jest prezesem partyjnym. Jeśli krytykuje rządową politykę - to oczywiście robi to na pokaz.

Koalicja Obywatelska, planując i realizując kampanię nienawiści przeciwko szefowi banku centralnego, ma dwa cele. Pierwszy to cel z zakresu polityki wewnętrznej: pokazać wyborcom symbol PiS, który będą mogli winić za gospodarcze problemy, wywołane przez Kreml. Działanie nie fair, ale cóż – przyzwyczailiśmy się, że anty-PiS odrzuca reguły przyzwoitej rywalizacji.

Natomiast drugi cel jest wyjątkowo szkodliwy dla Polski, a korzystny dla naszego zachodniego sąsiada. Rosyjska agresja na Ukrainę podkopała pozycję Niemiec w Unii Europejskiej, okazały się one bowiem krajem, które jeszcze po 24 lutego hamowały ostrzejsze działania UE wymierzone w Rosję. Dzisiaj kanclerz Scholz deklaruje, że Niemcy chcą „wziąć odpowiedzialność za Europę”, czyli de facto przebudować Unię w federalne państwo, w którym pierwsze skrzypce będzie grać jego kraj.

Warunkiem koniecznym jakiejkolwiek federalizacji jest ujednolicenie systemu walutowego. Żeby plan uczynienia z Unii Europejskiej superpaństwa się powiódł, wszystkie (jeszcze) niepodległe kraje członkowskie muszą przyjąć euro.

Tymczasem prezes Glapiński, podobnie jak większość Polaków, jest w tym względzie nieprzejednany: trzeba bronić złotego, bowiem własna waluta to mocna kotwica rozwoju gospodarczego. Nie tylko on zresztą uważa, że euro „skrojono” pod gospodarkę Niemiec i napędza ono w pierwszym rzędzie niemiecką gospodarkę. Obecna sytuacja pokazała w istocie, ile warte są zapewnienia o euro jako cudownym panaceum na problemy rynku finansowego: Litwa, która przyjęła euro, odnotowała dwucyfrową inflację.

Można nie lubić prezesa Glapińskiego, można go krytykować, ale trzeba pamiętać o jednym: celem ataków Donalda Tuska jest nie prezes, a polityka banku centralnego, nastawiona na ochronę złotego.

Usunięcie prof. Glapińskiego - i to dosłownie: siłowe, jak sugerują politycy opozycji, po ewentualnym zwycięstwie opozycji w wyborach byłoby na rękę niemieckim politykom, którzy kolejny raz na przestrzeni ostatniego stulecia roją o rządzeniu Europą.

{crossposting}

Kowalczyk: Obniżyliśmy VAT na żywność do zera, tak samo na nawozy

Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk rozmawiał z przedstawicielami polskich rolników w międzynarodowych strukturach Copa Cogeca oraz z przedstawicielami samorządu rolniczego.

Więcej…

Guibourgé-Czetwertyński: MKiŚ pracuje nad uelastycznieniem „reguły odległości 10H”

Rewizja strategii dla sektora energetycznego, sprawiedliwa transformacja, rozwój energetyki wiatrowej oraz możliwości inwestycyjne w Polsce to niektóre z tematów poruszonych podczas spotkania wiceministra klimatu i środowiska Adama Guibourgé-Czetwertyńskiego z wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) Alainem Pilloux. Rozmowy odbyły się w Warszawie.

Więcej…