Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Widok na Londyn

Zbliża się termin decyzji Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej w sprawie tzw. Brexitu. Choć wiele wskazuje na opóźnienie wyjścia UK z struktur Unii do 30 czerwca, to wciąż nie jest znana przyszłość Zjednoczonego Królestwa.

Wielka Brytania szuka dla siebie miejsca w Europie, w końcu wciąż waży się jej przyszłość. Jednak kimo wielkich emocji widać, że wszystko odbywa się na podstawie tradycyjnych zasad parlamentaryzmu. UK pod tym względem może być wzorem dla reszty Europy. - mówi Andrzej Godlewski z uniwersytetu SWPS.

Arogancja Wielkiej Brytanii?

Theresa May przekazała przedstawicielom państw członkowskich list z prośbą o przesunięcie terminu Brexitu. Możliwe jest, że jeszcze do piątku poznamy decyzję przywódców europejskich, choć rozważany jest też dodatkowy szczyt w następnym tygodniu. A do 29 marca jest coraz mniej czasu. Godlewski przypomina, że to nie pierwszy raz, gdy nieodpowiedzialne decyzje brytyjskich polityków doprowadzają do chaosu.

Dla nas jest zaskoczeniem, że Wielka Brytania „wpakowała się" w takie kłopoty, ale te wydarzenia nie są niespodzianką dla narodów, które kiedyś doświadczyły brytyjskiej dominacji i efektów działań jej administracji. Kiedy po II wojnie światowej brytyjscy żołnierze i urzędnicy szykowali się do opuszczenia kolonii w Indiach, to elity z Londynu także wykazały się arogancją, nieudolnością i pychą. Bez solidnego przygotowania Brytyjskie Imperium doprowadziło wtedy do szybkiego podziału Indii Brytyjskich na współczesne Indie, Pakistan i Bangladesz. Doprowadziło to do sporów granicznych i religijnych, które już pochłonęły milion ofiar i trwają do dzisiaj. Niedawno na łamach dziennika „The New York Times” tę historię analizował indyjski pisarz Pankaj Mishra. Być może, gdyby Brytyjczycy lepiej znali dokonania swoich elit poza Zjednoczonym Królestwem, tak łatwo nie zawierzyliby ich antyunijnej retoryce i zapewnieniom o kompetentnym przeprowadzeniu Brexitu? – analizuje ekspert.

Coraz więcej wiemy o rolach różnych lobbystów i tabloidów w doprowadzeniu do Brexitu. Wiele z ich deklaracji sprzed referendum w 2016 r. okazało się być mrzonką. Mówiono m.in. że w krótkim czasie po Brexicie uda się odtworzyć umowy handlowe z partnerami z całego świata, które teraz ma Unia Europejska, i będą one przynajmniej tak samo korzystne dla Brytyjczyków jak te, z których dotąd korzystali. UE ma 40 takich umów o wolnym handlu. Tymczasem Wielka Brytania podpisała dotąd sześć tego typu umów, z takimi krajami jak Liechtenstein czy Palestyna. Podobnie nierealne jest powiększenie funduszy na ochronę zdrowia, bo brytyjska gospodarka zostanie znacząco osłabiona i rząd w Londynie będzie miał mniej pieniędzy w budżecie. To pokazuje, że mimo wielu słusznych krytyk wobec aktualnego kształtu Unii Europejskiej, we współczesnym świecie nawet tak dużym krajom jak Wielka Brytania trudno jest działać w pojedynkę. - dodaje Godlewski.

Zapewne mało jest już osób, które pamiętają, iż pomysł Brexitu został podjęty przez premiera Davida Camerona. Obecnie jako winowajczynię zamieszania wskazuje się głównie Theresę May.

Brytyjskie elity chciały odejść z Unii, by odzyskać większą suwerenność. Tymczasem ostatnie dni pokazują, że Wielka Brytania oddaje swój los w ręce partnerów zewnętrznych. Każdy z 27 krajów UE może bowiem zawetować wniosek o dłuższe pozostanie Brytyjczyków w strukturach Unii. Wykluczają też oni jakiekolwiek dalsze negocjacji o przyszłych relacjach. Z kolei Stany Zjednoczone czy Japonia stawiają twarde warunki przed rozpoczęciem formalnych negocjacji handlowych. Polityczny chaos, który od wielu tygodni obserwujemy w Londynie, to kolejna nauczka dla pozostałych, którzy będą szukać szczęścia poza Unią - mówi Godlewski.

Jaka przyszłość Wielkiej Brytanii?

Wciąż kilka scenariuszy jest możliwych. Izba Gmin zagłosowała przeciwko opuszczeniu Unii bez umowy. Ale ciągle wchodzi w to w grę w przypadku weta choćby jednego z członków UE. Możliwe są także przyspieszone wybory powszechne w Wielkiej Brytanii, które wyłonią nowy parlament. Myślę, że nawet sama Theresa May nie wie co ją czeka, a co ważniejsze jaka jest przyszłość Wielkiej Brytanii - uważa ekspert. - Negocjacje są porażką premier i jej ekipy. Od dawna widać było, że nie była do nich przygotowana. Straciła kontrolę nad negocjacjami z UE, nad brytyjskim parlamentem czy nawet nad swoim rządem i własnym losem. Odeszło wielu ministrów, część członków jej rządu zagłosowało przeciwko jej pomysłom. Co gorsze sama Wielka Brytania straciła na pozycji międzynarodowej i szacunku z innych państw.

Nie poznamy skutków twardego Brexitu, póki rzeczywiście się nie wydarzy. Jest coś w tym, że zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w innych krajach politycy za mało skupiają się na realnych skutkach gospodarczych. Przykładowo - może zapanować chaos na przejściach granicznych i pojawią się też dodatkowe koszty w postaci ceł. Zakłócone zostaną łańcuchy dostaw. Być może w Polsce wydaje się, że ten temat nie jest dla nas ważny, ale chociażby polscy eksporterzy żywności czy mebli, mogą mieć spore problemy. Nie mówiąc o tym, że zagraża to kilkudziesięcioma tysiącom miejsc pracy w Polsce - reasumuje Godlewski.

Czytaj więcej

Gdański kongres sukcesu

Jest nas 60 milionów – rozsianych po wszystkich kontynentach. Ludzi, którzy czują się Polakami, przyznają do polskich korzeni, swoją polskość kultywują.

Więcej…

Rozgrywka opozycji z NBP: gra toczy się o polską suwerenność

Jeśli to, co widzimy już teraz, jest zapowiedzią przebiegu przyszłorocznej kampanii wyborczej, to należy bić na alarm. Okazuje się, że dla opozycji w sytuacji, gdy nad naszym krajem i całą Europą zbierają się poważne zagrożenia gospodarcze i geopolityczne - najważniejsze jest rozhuśtanie nastrojów.

Takie kluczowe dla państwa i obywateli dziedziny, jak finanse czy bezpieczeństwo narodowe, dla obozu Donalda Tuska nie są obszarem porozumienia, a frontem walki o władzę. Pokazują to bezpardonowe ataki, wymierzone w bank centralny.

Nie łudźmy się: Tuskowi i jego akolitom nie chodzi o osobę prezesa NBP, prof. Adama Glapińskiego. Jest on politycznie wygodnym obiektem szczucia.

Najpierw, jesienią ubiegłego roku, nie podnosił stóp procentowych, chociaż opozycja wręcz tego żądała - licząc, że kredytobiorcy zaczną się buntować. Kiedy podwyżki stóp stały się koniecznością, na odwrót - winiono za nie prezesa Glapińskiego.

A zatem: i tak – źle, i tak - niedobrze, bo pod prąd podszeptom opozycji i niekoniecznie po myśli kół związanych z sektorem bankowym.

Ba, ze słów opozycyjnych polityków wynika, że Polska, granicząca z walczącą Ukrainą, jest chyba jedynym państwem w Europie, na gospodarkę którego wojna nie ma wpływu. Trudno było usłyszeć cokolwiek o odpowiedzialności Putina za destabilizację gospodarki, za przerwanie łańcuchów dostaw, za problemy z surowcami energetycznymi.

Nie - w przekazie prostym jak cep jedynym winnym jest zawsze rząd PiS. Który uprawia „rozdawnictwo” - tak, jakby beneficjenci świadczeń socjalnych w ogóle nie pracowali i nie odprowadzali żadnych podatków. Owszem, oni akurat skrupulatnie się rozliczają, nie rejestrują spółek na Cyprze, nie są rezydentami rajów podatkowych.

Cokolwiek zrobiłby profesor Glapiński, opozycja uzna to skandal. Niskie stopy procentowe są szkodliwe, wysokie też złe. Jeśli zgadza się z decyzjami rządu - to jest prezesem partyjnym. Jeśli krytykuje rządową politykę - to oczywiście robi to na pokaz.

Koalicja Obywatelska, planując i realizując kampanię nienawiści przeciwko szefowi banku centralnego, ma dwa cele. Pierwszy to cel z zakresu polityki wewnętrznej: pokazać wyborcom symbol PiS, który będą mogli winić za gospodarcze problemy, wywołane przez Kreml. Działanie nie fair, ale cóż – przyzwyczailiśmy się, że anty-PiS odrzuca reguły przyzwoitej rywalizacji.

Natomiast drugi cel jest wyjątkowo szkodliwy dla Polski, a korzystny dla naszego zachodniego sąsiada. Rosyjska agresja na Ukrainę podkopała pozycję Niemiec w Unii Europejskiej, okazały się one bowiem krajem, które jeszcze po 24 lutego hamowały ostrzejsze działania UE wymierzone w Rosję. Dzisiaj kanclerz Scholz deklaruje, że Niemcy chcą „wziąć odpowiedzialność za Europę”, czyli de facto przebudować Unię w federalne państwo, w którym pierwsze skrzypce będzie grać jego kraj.

Warunkiem koniecznym jakiejkolwiek federalizacji jest ujednolicenie systemu walutowego. Żeby plan uczynienia z Unii Europejskiej superpaństwa się powiódł, wszystkie (jeszcze) niepodległe kraje członkowskie muszą przyjąć euro.

Tymczasem prezes Glapiński, podobnie jak większość Polaków, jest w tym względzie nieprzejednany: trzeba bronić złotego, bowiem własna waluta to mocna kotwica rozwoju gospodarczego. Nie tylko on zresztą uważa, że euro „skrojono” pod gospodarkę Niemiec i napędza ono w pierwszym rzędzie niemiecką gospodarkę. Obecna sytuacja pokazała w istocie, ile warte są zapewnienia o euro jako cudownym panaceum na problemy rynku finansowego: Litwa, która przyjęła euro, odnotowała dwucyfrową inflację.

Można nie lubić prezesa Glapińskiego, można go krytykować, ale trzeba pamiętać o jednym: celem ataków Donalda Tuska jest nie prezes, a polityka banku centralnego, nastawiona na ochronę złotego.

Usunięcie prof. Glapińskiego - i to dosłownie: siłowe, jak sugerują politycy opozycji, po ewentualnym zwycięstwie opozycji w wyborach byłoby na rękę niemieckim politykom, którzy kolejny raz na przestrzeni ostatniego stulecia roją o rządzeniu Europą.

{crossposting}

Kowalczyk: Obniżyliśmy VAT na żywność do zera, tak samo na nawozy

Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk rozmawiał z przedstawicielami polskich rolników w międzynarodowych strukturach Copa Cogeca oraz z przedstawicielami samorządu rolniczego.

Więcej…

Guibourgé-Czetwertyński: MKiŚ pracuje nad uelastycznieniem „reguły odległości 10H”

Rewizja strategii dla sektora energetycznego, sprawiedliwa transformacja, rozwój energetyki wiatrowej oraz możliwości inwestycyjne w Polsce to niektóre z tematów poruszonych podczas spotkania wiceministra klimatu i środowiska Adama Guibourgé-Czetwertyńskiego z wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) Alainem Pilloux. Rozmowy odbyły się w Warszawie.

Więcej…

Centrum Rozwoju Przemysłów Kreatywnych

W tym miejscu nieco ponad miesiąc temu powstała nowa państwowa instytucja kultury - Centrum Rozwoju Przemysłów Kreatywnych, której zadaniem jest promocja i wsparcie dla szeroko pojętej kultury cyfrowej, przemysłów kreatywnych.

Więcej…