Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Jabłka na drzewie

Według raportu Instytutu Staszica ok. 70% owoców, które do tej pory są przetwarzane na soki i napoje, po ewentualnej podwyżce podatku, stałyby się zbędne.

„Mamy do czynienia z nadprodukcją owoców i warzyw, które potem są przeznaczane na soki i napoje. 50-60% tych owoców zagospodarowuje branża przetwórcza. To jest potężny zastrzyk finansów dla rolnictwa, i eksportu” – mówił dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica w audycji Liberator na antenie Radia dla Ciebie.

Podczas rozmowy w studiu wiceszef IS przypomniał, że polski rynek napojów owocowych wyróżnia na tle państw UE najwyższa zawartość soku z owoców.

Ten wyjątkowy rynek, który cechują unikalne receptury, bazujące na polskich owocach, mógł się rozwijać dzięki sprzyjającemu prawodawstwu. Dzięki temu, że były opodatkowane preferencyjną stawką, były także tanie i chętnie wybierane przez polskich konsumentów – mówił Piekarz. Minister Finansów zdecydował jednak, by wszystkie napoje, które nie są 100% sokiem, zrównać podatkowo. I tak, napoje owocowe miały być obłożone maksymalną, 23% stawką VAT, podobnie jak napoje gazowane, które nie mają wartościowych składników odżywczych zawartych w  napojach owocowych.

- „Jeżeli wrócilibyśmy do opodatkowania napojów stawką podstawową, to okazałoby się, że po pierwsze, zdrowy napój z soku jest opodatkowany tak samo jak słodzony napój gazowany. Po drugie, jego cena wzrośnie nawet o ponad złotówkę, a to oznacza, że będzie on znacznie mniej konkurencyjny cenowo. Sok byłby w tym napoju relatywnie drogi, siłą rzeczy byłaby to dla producentów pokusa do tego, żeby ilość tego soku zmniejszać, żeby było tam więcej wody, albo ten sok zastąpić jakimś innym polepszaczem, bo tak naprawdę tym, co byłoby w tym napoju opodatkowane byłby sok” – zwracał uwagę dr Piekarz.

Od wielu lat mamy do czynienia z nadprodukcją owoców i warzyw, które potem są przeznaczane na soki i napoje. „50-60% tych owoców tak naprawdę zagospodarowuje branża przetwórcza. To jest potężny zastrzyk finansów dla rolnictwa, dla eksportu i zdrowej struktury spożycia” – mówił Piekarz.  

W audycji poświęconej aspektom wolnościowym w gospodarce, uczestniczyła także Barbara Groele ze Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków. Przedstawicielka KUPS odniosła się do intencji przyświecającej autorom nowelizacji ustawy o tzw. matrycy VAT. Według niej słuszny cel, jakim jest uproszczenie ilości stawek VAT, przeprowadzono mechanicznie, bez głębszej analizy, zaszkodzono także interesom polskich sadowników i gospodarce.  

- „Nasza gospodarka jest o wiele bardziej skomplikowanym organizmem. Chciałam zwrócić uwagę np. na patriotyzm gospodarczy. Polska jest największym producentem owoców i warzyw. Polska to 37 mln konsumentów. Polska to również bardzo duży odsetek osób żyjących na wsi. Polska samych jabłek produkuje ok. 4,5 do 5 mln ton. Jabłka produkuje ponad 100 tys. sadowników, producentów rolnych. Częściowo są one spożywane w kraju, w formie świeżej, i to jest bardzo duża branża” – zwracała uwagę B. Groele z KUPS.

Według wyliczeń KUPS „warzywa i owoce produkowane w kraju to jest ok. 120 tys. ton jabłek, 20 tys. ton owoców kolorowych – o tyle, ostrożnie szacując, może spaść zużycie tych owoców, jeśli podniesiemy stawkę VAT na napoje owocowe. To są również konsumenci, którzy w Polsce polubili smaki napojów z typowo rodzimych owoców – jak np. napój jabłkowo-wiśniowy. To jest specjalność polska, to są receptury, które zostały w latach 70-ych opracowane. Dlaczego mamy je tracić na rzecz napojów bez dodatku tych soków, albo z minimalną ilością albo napoje gazowane? To nie jest dobry wybór zdrowotny dla konsumenta” – przekonywała B. Groele.    

Czytaj więcej

Gdański kongres sukcesu

Jest nas 60 milionów – rozsianych po wszystkich kontynentach. Ludzi, którzy czują się Polakami, przyznają do polskich korzeni, swoją polskość kultywują.

Więcej…

Rozgrywka opozycji z NBP: gra toczy się o polską suwerenność

Jeśli to, co widzimy już teraz, jest zapowiedzią przebiegu przyszłorocznej kampanii wyborczej, to należy bić na alarm. Okazuje się, że dla opozycji w sytuacji, gdy nad naszym krajem i całą Europą zbierają się poważne zagrożenia gospodarcze i geopolityczne - najważniejsze jest rozhuśtanie nastrojów.

Takie kluczowe dla państwa i obywateli dziedziny, jak finanse czy bezpieczeństwo narodowe, dla obozu Donalda Tuska nie są obszarem porozumienia, a frontem walki o władzę. Pokazują to bezpardonowe ataki, wymierzone w bank centralny.

Nie łudźmy się: Tuskowi i jego akolitom nie chodzi o osobę prezesa NBP, prof. Adama Glapińskiego. Jest on politycznie wygodnym obiektem szczucia.

Najpierw, jesienią ubiegłego roku, nie podnosił stóp procentowych, chociaż opozycja wręcz tego żądała - licząc, że kredytobiorcy zaczną się buntować. Kiedy podwyżki stóp stały się koniecznością, na odwrót - winiono za nie prezesa Glapińskiego.

A zatem: i tak – źle, i tak - niedobrze, bo pod prąd podszeptom opozycji i niekoniecznie po myśli kół związanych z sektorem bankowym.

Ba, ze słów opozycyjnych polityków wynika, że Polska, granicząca z walczącą Ukrainą, jest chyba jedynym państwem w Europie, na gospodarkę którego wojna nie ma wpływu. Trudno było usłyszeć cokolwiek o odpowiedzialności Putina za destabilizację gospodarki, za przerwanie łańcuchów dostaw, za problemy z surowcami energetycznymi.

Nie - w przekazie prostym jak cep jedynym winnym jest zawsze rząd PiS. Który uprawia „rozdawnictwo” - tak, jakby beneficjenci świadczeń socjalnych w ogóle nie pracowali i nie odprowadzali żadnych podatków. Owszem, oni akurat skrupulatnie się rozliczają, nie rejestrują spółek na Cyprze, nie są rezydentami rajów podatkowych.

Cokolwiek zrobiłby profesor Glapiński, opozycja uzna to skandal. Niskie stopy procentowe są szkodliwe, wysokie też złe. Jeśli zgadza się z decyzjami rządu - to jest prezesem partyjnym. Jeśli krytykuje rządową politykę - to oczywiście robi to na pokaz.

Koalicja Obywatelska, planując i realizując kampanię nienawiści przeciwko szefowi banku centralnego, ma dwa cele. Pierwszy to cel z zakresu polityki wewnętrznej: pokazać wyborcom symbol PiS, który będą mogli winić za gospodarcze problemy, wywołane przez Kreml. Działanie nie fair, ale cóż – przyzwyczailiśmy się, że anty-PiS odrzuca reguły przyzwoitej rywalizacji.

Natomiast drugi cel jest wyjątkowo szkodliwy dla Polski, a korzystny dla naszego zachodniego sąsiada. Rosyjska agresja na Ukrainę podkopała pozycję Niemiec w Unii Europejskiej, okazały się one bowiem krajem, które jeszcze po 24 lutego hamowały ostrzejsze działania UE wymierzone w Rosję. Dzisiaj kanclerz Scholz deklaruje, że Niemcy chcą „wziąć odpowiedzialność za Europę”, czyli de facto przebudować Unię w federalne państwo, w którym pierwsze skrzypce będzie grać jego kraj.

Warunkiem koniecznym jakiejkolwiek federalizacji jest ujednolicenie systemu walutowego. Żeby plan uczynienia z Unii Europejskiej superpaństwa się powiódł, wszystkie (jeszcze) niepodległe kraje członkowskie muszą przyjąć euro.

Tymczasem prezes Glapiński, podobnie jak większość Polaków, jest w tym względzie nieprzejednany: trzeba bronić złotego, bowiem własna waluta to mocna kotwica rozwoju gospodarczego. Nie tylko on zresztą uważa, że euro „skrojono” pod gospodarkę Niemiec i napędza ono w pierwszym rzędzie niemiecką gospodarkę. Obecna sytuacja pokazała w istocie, ile warte są zapewnienia o euro jako cudownym panaceum na problemy rynku finansowego: Litwa, która przyjęła euro, odnotowała dwucyfrową inflację.

Można nie lubić prezesa Glapińskiego, można go krytykować, ale trzeba pamiętać o jednym: celem ataków Donalda Tuska jest nie prezes, a polityka banku centralnego, nastawiona na ochronę złotego.

Usunięcie prof. Glapińskiego - i to dosłownie: siłowe, jak sugerują politycy opozycji, po ewentualnym zwycięstwie opozycji w wyborach byłoby na rękę niemieckim politykom, którzy kolejny raz na przestrzeni ostatniego stulecia roją o rządzeniu Europą.

{crossposting}

Kowalczyk: Obniżyliśmy VAT na żywność do zera, tak samo na nawozy

Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk rozmawiał z przedstawicielami polskich rolników w międzynarodowych strukturach Copa Cogeca oraz z przedstawicielami samorządu rolniczego.

Więcej…

Guibourgé-Czetwertyński: MKiŚ pracuje nad uelastycznieniem „reguły odległości 10H”

Rewizja strategii dla sektora energetycznego, sprawiedliwa transformacja, rozwój energetyki wiatrowej oraz możliwości inwestycyjne w Polsce to niektóre z tematów poruszonych podczas spotkania wiceministra klimatu i środowiska Adama Guibourgé-Czetwertyńskiego z wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) Alainem Pilloux. Rozmowy odbyły się w Warszawie.

Więcej…

Centrum Rozwoju Przemysłów Kreatywnych

W tym miejscu nieco ponad miesiąc temu powstała nowa państwowa instytucja kultury - Centrum Rozwoju Przemysłów Kreatywnych, której zadaniem jest promocja i wsparcie dla szeroko pojętej kultury cyfrowej, przemysłów kreatywnych.

Więcej…