Co się stanie gdy nam wszystkim zwali się coś na głowę, bądź upadnie coś znacznie większego niż Nowoczesna? Wiadomo, że miotać będziemy się bezradnie zupełnie nieprzygotowani na wydarzenie. Mowa oczywiście o upadku Unii Europejskiej - zastanawia się Dariusz Matuszak z Warsaw Enterprise Institute.

- Nie nastąpi to ostatecznie w roku 2019, ale bieg wydarzeń może znacznie przyspieszyć, tymczasem polscy scenarzyści nie biorą tego pod uwagę. To nie jest kwestia życzeń, czy marzeń. Niezależnie od tego jaki jest stosunek do Unii, sama Polska nie jest w stanie zapobiec scenariuszowi upadku, który większość będzie uważała za fatalny. Niczyje zaklęcia nie pomogą, bo wszystko może odbyć się bez naszej woli, czy udziału. Tymczasem najwyższa pora, by i taką „fabułę” na poważnie rozpatrywać i zacząć przygotowania. Dokładnie na takiej samej zasadzie jak wykupuje się polisy ubezpieczeniowe, montuje drzwi i schody ewakuacyjne, czy zapina pasy bezpieczeństwa. Nikt wsiadając do samochodu nie zakłada, że ulegnie wypadkowi - zauważa ekspert.

Matuszak podkreśla także, że w ciągu czterech ostatnich lat większość krajów Unii wpadło albo w kryzys gospodarczy, albo rośnie tam poparcie frakcji antyunijnych. Szczególnie zwraca uwagę na problemy takich państw jak Francja, Hiszpania, Niemcy, czy Wielka Brytania.

- Symbolem stanu w jakim zaś jest sama Unia są dwie postaci – wiecznie niedysponowany i pijany Juncker i Timmermans, który jest kandydatem socjalistów na przyszłego szefa Komisji Europejskiej. Choć jego macierzysta partia w Holandii ma 5% poparcia, to uchodzi za faworyta. Z taką Europą wkraczamy w 2019 rok. Oczywiście można spierać się co do rozwoju sytuacji w Hiszpanii, czy Belgii, uważać, że Macron poradzi sobie z chaosem ogarniającym Francję, że gospodarka Europy wreszcie ruszy i kolejne pokolenie nie będzie żyło w gorszych warunkach niż rodzice etc., ale fotografii Europy z początku 2019 roku nic nie zmieni - twierdzi Matuszak.

Dodaje, że o problemach Unii pora zacząć mówić głośniej w Polsce.

- Tymczasem w Polsce nikt o tym nie rozmawia i scenariusza przewidującego dopełniający się rozpad Wspólnoty nikt nie rozważa. Żadnych polis ubezpieczeniowych, schodów ewakuacyjnych, spadochronów, kamizelek ratunkowych. Poparcie dla obecności Polski w Unii sięga ponad 80%, więc zwalczające się obozy uważają, że każda próba rozpoczęcia dyskusji na temat „Co jeśli Hiszpania, Włochy, Francja, Belgia….” grozi utratą elektoratu. PiS i opozycja zapędziły się w pułapkę. Tematu nie podejmie opozycja, dla której eurokraci są głównym sojusznikiem w walce z PiS. Nie zajmie się nim partia Kaczyńskiego obawiając się oskarżeń o Polexit.

Podobnie podzieleni na obozy są dziennikarze i eksperci. Niewielu jest skłonnych otwarcie rozważać „czarne” scenariusze w obawie przed oskarżeniem realizowania jakiegoś mitycznego planu Putina tak, jakby do Brexitu, czy buntu Katalonii doprowadził prezydent Rosji. Tymczasem czas najwyższy, by chociaż zacząć spisywać jakąś polisę ubezpieczeniową. Przygotowywać się na to, że Unia i poszczególne kraje doznają takich wstrząsów, iż istnienie Wspólnoty zostanie naprawdę zagrożone. My zaś będziemy stali goli na nawietrznej i wciąż międlili zaklęcia, iż przynależymy do cywilizacji Zachodu i polską racją stanu jest umierać za Brukselę - reasumuje ekspert.

Written by on