- Dużą zaletą rekompensat podwyżek cen energii elektrycznej jest to, że udało się znaleźć szybkie rozwiązanie, dla ryzykownego ich wzrostu dla gospodarstw domowych i sektora MŚP. Trzeba jednak pamiętać, że ten program jest działaniem "doraźnym". - podkreśla Dawid Piekarz, wiceprezes zarządu Instytutu Staszica.

Wedle przewidywań spółek energetycznych, w związku z sytuacją na rynku, ceny prądu od stycznia powinny wzrosnąć o ponad jedną piątą. Dlatego Ministerstwo Energii przygotowało projekt rekompensat, dzięki którym indywidualni konsumenci oraz małe i średnie przedsiębiorstwa mają nie odczuć dodatkowych kosztów.

- W przyszłym roku ten system dobrze zadziała, ale jest obciążający dla spółek energetycznych, które muszą wygospodarować środki na te rekompensaty. A w kolejnych latach będzie coraz trudniej pozyskać pieniądze na tym samym poziomie. Nie możemy zakładać, że przychody tych spółek będą rosły tempie wystarczającym na pokrycie rekompensat. Ważne jest, by państwo zaczęło pracować nad innymi rozwiązaniami, by produkować energię taniej. Wiąże się to z popularyzacją źródeł odnawialnych, czy walką na forum unijnym, by restrykcje nakładane na produkcję energii z paliw kopalnych były nieco łagodniejsze. Pamiętajmy, że to nie jest problem wyłącznie Polski, ale także wielu krajów, bardziej uprzemysłowionych od nas. - zauważa Piekarz.

Wypłaty są planowane raz na kwartał. Dofinansowania mają otrzymać chociażby domy społeczne, czy hospicja.

Koszt rekompensat ma sięgnąć 4-5 mld zł. Można zauważyć, że pomysł na fundusz pojawił się w ostatnich dniach, gdy zaczęto głośniej poruszać kwestię wzrostu cen w mediach.

- Energia w Polsce na tle innych państw europejskich jest relatywnie tania, przynajmniej dla odbiorców indywidualnych. Oczywiste jest, że wyższe rachunki za energię mogą być zagrożeniem politycznym. Szczególnie w roku wyborczym. Gospodarka Polska całkiem dobrze się rozwija, konsumpcja także, więc pewnie żaden rząd w tej sytuacji nie chciałby, by nagły wzrost cen energii zatrzymał proces umacniania się gospodarki. Projekt rekompensat pojawił się w ostatniej chwili. Przed rządem ciężka praca, by ten system zastąpić w następnych latach takim, który pozwoli pozyskać więcej energii lub obniżyć jej cenę, przede wszystkim dla użytkowników indywidualnych. - powiedział ekspert.

W ocenie Piekarza rząd oprócz skupienia się na własnych sposobach walki o tanią energię, musi także brać pod uwagę, jak ważna jest polityka zagraniczna w tej sferze.

- Spodziewam się, że rząd ma maksymalnie trzy lata na to, by pozyskać tanią energię. To pewnie kwestia pozyskiwania energii odnawialnych, czy przyśpieszenia budowy elektrowni atomowej. Stopniowo należałoby wymienić kotły na takie, które są niskoemisyjne i tym samym mniej zatruwające środowisko. Niestety, w energetyce te procesy ciężko przeprowadzić z dnia na dzień, czy z roku na rok. Warto podkreślić także, że ważny jest też element polityki europejskiej, bo wszystkie kraje Unii będą miały droższą energię, co się wiąże z niższą konkurencyjnością produkcyjną. Pamiętajmy, że jednym z planów kryzysowych była reindustrializacja Europy, a ciężko tego dokonać przy wysokich cenach. A tacy producenci jak Chiny, Indie, czy Rosja nie przejmują się ustaleniami  klimatycznymi. Emitują do atmosfery zanieczyszczenia, bez jakiejkolwiek refleksji. Pamiętajmy, że Europa odpowiada za 10% emisji dwutlenku węgla, a pozostałe dotyczy reszty świata. - reasumuje Piekarz.

Written by on