Użytkownicy największych na rynku aplikacji agregujących promocje gazetkowe zwiększyli swoją aktywność w kwestii poszukiwania fraz dot. Czarnego Piątku.

W porównaniu do zeszłego roku nastąpił ogromny wzrost, bo o blisko 80%. W br. hasło „Black Friday” było wyszukiwane prawie trzykrotnie częściej niż rok temu. W ub. roku było na 4. pozycji, a w tym – na 1.

- Ludzie reagują euforią, spodziewając się dużych przecen, a retailerzy wykorzystują to jako okazję do sprzedaży dodatkowych produktów – mówi Sebastian Starzyński, prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA. - Dla sprzedawców każda masowa akcja mobilizująca konsumentów jest dobra. Dodatkowo ci, którzy nie wejdą w nią, mogą bardzo dużo stracić. Zatem nawet jeśli nie stosują wysokich przecen, to i tak promują się pod nazwą Black Friday – dodaje Starzyński.

Trzeba dodać, że w tym roku polski handel mocniej komunikował Black Week niż sam Czarny Piątek. Zdaniem Starzyńskiego, to tzw. efekt śnieżnej kuli, wynikającej z przymusu nieodstawania od reszty rynku. Jeśli w 2017 r. jakiś retailer nie promował się pod hasłem „Black Friday”, a zauważył, że inny, który to robił, miał znacznie większy ruch w sklepie, to teraz sam musiał zaoferować promocje. Ekspert przewiduje, że z roku na rok straty nieuczestniczących w akcjach firm, w postaci realizacji mniejszego wzrostu obrotów w tym okresie niż konkurencja, mogą być coraz większe.

Płaskie telewizory mamy od wielu lat i te kupione 5-10 lat temu nadal spełniają swoje funkcje, co trudno powiedzieć o laptopach. Z każdym rokiem przenośny komputer ma coraz więcej ograniczeń. Jednocześnie rośnie ilość jego zastosowań. Można na nim oglądać np. platformy streamingowe typu Netflix i w ten sposób używać go jako substytut telewizora – przypomina Starzyński.

W 2017 roku na 3. pozycji był odkurzacz, a w obecnym zestawianiu wypadł poza TOP15. To urządzenie również ma długi czas tzw. starzenia się moralnego i po osiągnięciu pewnego progu nasycenia rynku, czyli gospodarstw domowych, popyt bieżący spada. Dopiero duża zmiana technologiczna może odmienić ten trend – dodaje prezes Starzyński. – Poprzednio przy mniejszej rywalizacji sieci mogły łatwiej się wypromować, przez co częściej były poszukiwane w internecie. W tym roku konkurencja jest większa, zatem nazwy sklepów spadają z listy fraz, a są zastępowane przez produkty i marki popularnych produktów.

Przeszukiwaniem aplikacji agregujących promocje zajmowali się głównie mieszkańcy dużych miast – Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania i Katowic – ogółem 43% całej aktywności. W opinii Sebastiana Starzyńskiego, jest to związane z modą na nowe święto zakupów. Z czasem przeniesie się ona do mniejszych ośrodków.

Written by on