Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Aleksandra Ciejek na białym tle

Aktorka Aleksandra Ciejek przyznaje, że w erze smartfonów i mediów społecznościowych wychowanie dzieci jest coraz trudniejsze.

Obawia się jakie skutki będą miały obecne realia na kolejne pokolenia. Jednocześnie uważa, że samo chłonięcie podstawowych wartości przez młodych jest kluczowe dla ich przyszłości.

Bóg, honor, ojczyzna - postawa, a nie górnolotne ogólniki

- Często wmawia się nam, że najbardziej istotna jest wolność i w jej imię możemy robić wszystko, co pozwala spełniać nasze pragnienia i potrzeby. Taka postawa jest wszechobecna, czy to w mediach, czy w popkulturze. My jako rodzice przekazujemy to z kolei dzieciom. A według mnie człowiek od najmłodszych lat sam powinien nauczyć się co jest ważne dla niego w życiu - twierdzi Ciejek.

- Nie będę oryginalna, w moim przypadku najważniejsze wartości to bóg, honor i ojczyzna. Trzeba pokazywać młodszym na czym to polega. Same takie stwierdzenia nie za bardzo przynoszą efekt, często są odbierane jako zbyt górnolotne szczególnie w przypadku młodzieży, czy dzieci, a przez to nie niosące ze sobą wymiernych treści.

Nie ma lepszej metody, niż bycie dla nich przykładem. Oczywiście nie uda się być ideałem we wszystkim, ale to postawa rodzica jest decydująca przy formowaniu postaw i charakterów – dodaje aktorka.

Rozmowa z dziećmi to podstawa

Zdaniem aktorki podstawą w wychowaniu są częste rozmowy i to od najmłodszych lat. Dzięki temu dziecko może samo wykreować dla siebie najważniejsze wartości i rozwijać się.

- Kluczowa w tym wszystkim jest rozmowa. W przypadku patriotyzmu warto rozmawiać z młodymi o tym co się dzieje w kraju, dyskutować o aktualnych wydarzeniach, czy pójść wspólnie na wybory. Trzeba przekazywać to, jak ważna jest postawa obywatelska. Można to robić chociażby celebrując uroczystości państwowe od najmłodszych lat  - uważa.

- W kwestii wiary warto rozmawiać o tym, dlaczego dziecko chce uczestniczyć w danej religii. Nie tylko powiedzieć: idziemy do kościoła i tyle. To ma krótkie nogi, bo w kończąc 17 czy 18 lat nastolatek może stwierdzić, że jest dorosły i nie musi chodzić na msze. Współczesny świat jest dość infaltylny i nie sprzyja rozmowom z młodzieżą na te tematy. A rolą rodzica jest również poruszanie trudnych spraw. - mówi Ciejek.

- Pracuję z młodzieżą, organizując zajęcia teatralne. Spotykam się z tym, że dzieci nie są wychowywane, tylko jakby "hodowane". Trochę jak wyjątkowy okaz. Odpowiedni ubiór, wyżywienie, dobra szkoła, ewentualnie korepetycje i często na tym rodzice kończą wychowywanie - dodaje.

Wychowanie, a szkoły

Często mówi się, że szkoła ma przygotować dziecko do dorosłego życia. Powstaje pytanie czy placówki edukacyjne rzeczywiście są w stanie spełnić taką rolę.

- Nie wydaje mi się, by jakakolwiek placówka edukacyjna była w stanie wychować dziecko.

Najważniejsze jest to co wynosi z domu. Szkoła przoduje w sferze intelektualnej i ewentualnie ma wpływ na środowisko jakim dziecko otacza się. Młodszym często imponują rzeczy, które dorosłym nie przyjdą do głowy i warto często to weryfikować - twierdzi aktorka.

- W naszych czasach daje się zauważyć, że nauczyciele obawiają się wychowania dzieci w wartościach. Są ludzie, którzy wyraźnie sobie tego nie życzą. Przykładowo – coraz więcej uczniów wybiera etykę, a nie religię. Spotkałam się też z sytuacją, gdy pewna grupa rodziców nie chciała, by szkoła przybrała imię pewnej postaci patriotycznej - mówi Ciejek

- Moja córka bardzo zaprzyjaźniła się z buddystką. Często bywała u niej i dużo dowiadywała się o jej kulturze i odwrotnie. To bardzo ją zbudowało. Ważne, by dzieci od najmłodszych lat przyzwyczajały się do tego, że są osoby, które mają inne zwyczaje. Trudno o to gdy dzieci widzą się głównie w szkole, i nie budują relacji poza nią  - dodaje.


Smartfony – zagrożenie w wychowaniu

Rozwój nowych technologii spowodował, że mamy właściwie wszystko na wyciągnięcie ręki. Zarówno wiedzę, jak i rozrywkę. Niestety z tym wiążą się zagrożenia, rodzic bez odpowiedniej komunikacji z dzieckiem traci z nim na codziennych relacjach.

- Na naszych oczach dzieje się pewna rewolucja. Zwykły telefon nie był jeszcze niebezpieczeństwem samym w sobie. Jednak pojawienie się smartfonów spowodowało, że nasze dziecko wymyka się nam kompletnie.

Jeśli ktoś myśli, że zabranie sprzętu, albo ograniczenie dziecku kontaktów z internetem naprawi sytuację, to się myli. Znam przykład, gdy matka zakazała córce całkowicie używania smartfonu w szkole, a ta korzystała z ich i tak od swoich koleżanek. Wydaje mi się, że trzeba skupić się na tym aby nauczyć dziecko jak mądrze korzystać z takich zasobów. Moja młodsza córka często przyjmuje różne informacje z sieci bez refleksji. Dopiero nasze rozmowy wykazują, że to nie jest prawda. Dotyczy to też naszego dorosłego życia, bo towarzyszą nam fake newsy. Często my dorośli nie odróżniamy informacji prawdziwych od fałszywych, a co dopiero dziecko. Znam też sytuacje, w których młodzi ludzie tak głęboko wchodzą w komunikację wyłącznie elektroniczną, że przestają mieć wspólne tematy z rodzicami. Mam wrażenie, że wyrasta nam całkowicie inne pokolenie. Rodzice muszą konkurować z technologiami. Skutki pewnie zobaczymy za piętnaście, dwadzieścia lat, a zagrożenia są bardzo duże - reasumuje Ciejek.

Czytaj więcej

Rozgrywka opozycji z NBP: gra toczy się o polską suwerenność

Jeśli to, co widzimy już teraz, jest zapowiedzią przebiegu przyszłorocznej kampanii wyborczej, to należy bić na alarm. Okazuje się, że dla opozycji w sytuacji, gdy nad naszym krajem i całą Europą zbierają się poważne zagrożenia gospodarcze i geopolityczne - najważniejsze jest rozhuśtanie nastrojów.

Takie kluczowe dla państwa i obywateli dziedziny, jak finanse czy bezpieczeństwo narodowe, dla obozu Donalda Tuska nie są obszarem porozumienia, a frontem walki o władzę. Pokazują to bezpardonowe ataki, wymierzone w bank centralny.

Nie łudźmy się: Tuskowi i jego akolitom nie chodzi o osobę prezesa NBP, prof. Adama Glapińskiego. Jest on politycznie wygodnym obiektem szczucia.

Najpierw, jesienią ubiegłego roku, nie podnosił stóp procentowych, chociaż opozycja wręcz tego żądała - licząc, że kredytobiorcy zaczną się buntować. Kiedy podwyżki stóp stały się koniecznością, na odwrót - winiono za nie prezesa Glapińskiego.

A zatem: i tak – źle, i tak - niedobrze, bo pod prąd podszeptom opozycji i niekoniecznie po myśli kół związanych z sektorem bankowym.

Ba, ze słów opozycyjnych polityków wynika, że Polska, granicząca z walczącą Ukrainą, jest chyba jedynym państwem w Europie, na gospodarkę którego wojna nie ma wpływu. Trudno było usłyszeć cokolwiek o odpowiedzialności Putina za destabilizację gospodarki, za przerwanie łańcuchów dostaw, za problemy z surowcami energetycznymi.

Nie - w przekazie prostym jak cep jedynym winnym jest zawsze rząd PiS. Który uprawia „rozdawnictwo” - tak, jakby beneficjenci świadczeń socjalnych w ogóle nie pracowali i nie odprowadzali żadnych podatków. Owszem, oni akurat skrupulatnie się rozliczają, nie rejestrują spółek na Cyprze, nie są rezydentami rajów podatkowych.

Cokolwiek zrobiłby profesor Glapiński, opozycja uzna to skandal. Niskie stopy procentowe są szkodliwe, wysokie też złe. Jeśli zgadza się z decyzjami rządu - to jest prezesem partyjnym. Jeśli krytykuje rządową politykę - to oczywiście robi to na pokaz.

Koalicja Obywatelska, planując i realizując kampanię nienawiści przeciwko szefowi banku centralnego, ma dwa cele. Pierwszy to cel z zakresu polityki wewnętrznej: pokazać wyborcom symbol PiS, który będą mogli winić za gospodarcze problemy, wywołane przez Kreml. Działanie nie fair, ale cóż – przyzwyczailiśmy się, że anty-PiS odrzuca reguły przyzwoitej rywalizacji.

Natomiast drugi cel jest wyjątkowo szkodliwy dla Polski, a korzystny dla naszego zachodniego sąsiada. Rosyjska agresja na Ukrainę podkopała pozycję Niemiec w Unii Europejskiej, okazały się one bowiem krajem, które jeszcze po 24 lutego hamowały ostrzejsze działania UE wymierzone w Rosję. Dzisiaj kanclerz Scholz deklaruje, że Niemcy chcą „wziąć odpowiedzialność za Europę”, czyli de facto przebudować Unię w federalne państwo, w którym pierwsze skrzypce będzie grać jego kraj.

Warunkiem koniecznym jakiejkolwiek federalizacji jest ujednolicenie systemu walutowego. Żeby plan uczynienia z Unii Europejskiej superpaństwa się powiódł, wszystkie (jeszcze) niepodległe kraje członkowskie muszą przyjąć euro.

Tymczasem prezes Glapiński, podobnie jak większość Polaków, jest w tym względzie nieprzejednany: trzeba bronić złotego, bowiem własna waluta to mocna kotwica rozwoju gospodarczego. Nie tylko on zresztą uważa, że euro „skrojono” pod gospodarkę Niemiec i napędza ono w pierwszym rzędzie niemiecką gospodarkę. Obecna sytuacja pokazała w istocie, ile warte są zapewnienia o euro jako cudownym panaceum na problemy rynku finansowego: Litwa, która przyjęła euro, odnotowała dwucyfrową inflację.

Można nie lubić prezesa Glapińskiego, można go krytykować, ale trzeba pamiętać o jednym: celem ataków Donalda Tuska jest nie prezes, a polityka banku centralnego, nastawiona na ochronę złotego.

Usunięcie prof. Glapińskiego - i to dosłownie: siłowe, jak sugerują politycy opozycji, po ewentualnym zwycięstwie opozycji w wyborach byłoby na rękę niemieckim politykom, którzy kolejny raz na przestrzeni ostatniego stulecia roją o rządzeniu Europą.

{crossposting}

Kowalczyk: Obniżyliśmy VAT na żywność do zera, tak samo na nawozy

Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk rozmawiał z przedstawicielami polskich rolników w międzynarodowych strukturach Copa Cogeca oraz z przedstawicielami samorządu rolniczego.

Więcej…

Guibourgé-Czetwertyński: MKiŚ pracuje nad uelastycznieniem „reguły odległości 10H”

Rewizja strategii dla sektora energetycznego, sprawiedliwa transformacja, rozwój energetyki wiatrowej oraz możliwości inwestycyjne w Polsce to niektóre z tematów poruszonych podczas spotkania wiceministra klimatu i środowiska Adama Guibourgé-Czetwertyńskiego z wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) Alainem Pilloux. Rozmowy odbyły się w Warszawie.

Więcej…

Centrum Rozwoju Przemysłów Kreatywnych

W tym miejscu nieco ponad miesiąc temu powstała nowa państwowa instytucja kultury - Centrum Rozwoju Przemysłów Kreatywnych, której zadaniem jest promocja i wsparcie dla szeroko pojętej kultury cyfrowej, przemysłów kreatywnych.

Więcej…

Błaszczak: Na groźby, ścisła współpraca w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego

- Granica polsko-litewska łączy nasze państwa, łączy nasze narody, ale ze względu na położenie sąsiadów obwodu kaliningradzkiego, który de facto jest jedną wielką rosyjską bazą wojskową i Białorusi, która jest częścią de facto okręgu wojskowego rosyjskiego, stwarza określone zagrożenia.

Naszą odpowiedzią na te zagrożenia jest aktywność Wojska Polskiego, wojska litewskiego i sił sojuszniczych w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego - powiedział Mariusz Błaszczak, wicepremier, minister obrony narodowej podczas spotkania z żołnierzami Wielonarodowej Dywizji Północny -Wschód.

Wicepremier, minister obrony narodowej towarzyszył prezydentowi Andrzejowi Dudzie w spotkaniu z prezydentem Litwy Gitanasem Nausėdem i szefem litewskiego resortu obrony, Arvydasem Anušauskasem.  Delegacje odwiedziły Mobilne Stanowisko Dowodzenia Wielonarodowej Dywizji Północny-Wschód na przesmyku suwalskim.

- Naszą odpowiedzią na groźby, które są kierowane wobec naszych państw przez władców Kremla jest ścisła współpraca w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. W ramach doktryny NATO polegającej na obronie i odstraszaniu - podkreślił wicepremier Błaszczak. 

- Regularnie także spotykamy się w formacie ministrów obrony obu naszych państw. Również nasi żołnierze ćwiczą tak, żeby budować interoperacyjność między siłami zbrojnymi polskimi, litewskimi i między siłami sojuszniczymi. W Polsce państwem ramowym w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego są Stany Zjednoczone, na Litwie są Niemcy, a więc zależy nam na tym, żeby siły sojusznicze były wspólnie gotowe do obrony naszych państw - mówił polski szef resortu obrony.

Natowskie Dowództwo Wielonarodowej Dywizji - Północny Wschód w Elblągu, koordynuje działania grup bojowych wzmocnionej Wysuniętej Obecności NATO. Dowództwo pozostaje również w gotowości do prowadzenia działań w ramach obrony kolektywnej zgodnie z artykułem 5 Traktatu Waszyngtońskiego.

Wśród jednostek afiliowanych do dowództwa w Elblągu są 15 Brygada Zmechanizowana i litewska brygada Żelazny Wilk, które wspólnie ćwiczą i budują interoperacyjność sojuszniczą.

- Oba nasze państwa w ubiegłym roku zostały zaatakowane przez reżim białoruski. To był atak hybrydowy przy użyciu migrantów zaproszonych przez reżim Łukaszenki na Białorusi, a potem przy forsowaniu nielegalnym granic naszych państw. Jesteśmy świadomi zagrożeń, nie mamy wątpliwości co do tego, że za tym atakiem stała Moskwa - mówił M. Błaszczak.

- Z satysfakcją przyjmujemy decyzję Szczytu Północnoatlantyckiego, który odbył się w ubiegłym tygodniu w Madrycie. Z punktu widzenia państw bałtyckich, państw basenu Morza Bałtyckiego niewątpliwie bardzo ważne jest to, że Szwecja i Finlandia zdecydowały się na to, żeby przystąpić do Sojuszu Północnoatlantyckiego - podkreślił wicepremier.

- Rozwijamy nasze siły zbrojne - polskie i litewskie. Współpracujemy ze sobą, tworzymy interoperacyjność. Wszystko to służy bezpieczeństwu naszej Ojczyzny. Możemy powiedzieć wprost, że dzięki naszym wysiłkom, dzięki naszej bardzo dobrej współpracy z siłami sojuszniczymi przesmyk suwalski jest bezpieczny - zaznaczył wicepremier Mariusz Błaszczak.

{crossposting}